poniedziałek, 6 lipca 2026

Biegowy rachunek sumienia - czerwiec 2026 - ,,różne zwroty akcji".

                    Miesiąc czerwiec kojarzy się z latem ciepłem i piękną pogodą. No i można powiedzieć, że taki był. Natomiast z biegowej strony wygląda to inaczej, bo czerwiec kojarzy się dobrymi wynikami w zawodach - chyba, że ekstremalne warunki komuś nie sprzyjają, to nie będzie wyników. Początek miesiąca był dla mnie taki, że biegałem swoje bieganie i miałem swój plan treningowy i jego się trzymałem. Biegałem po prostu dla rozrywki i to co wyjdzie na treningu - tak będzie. Zmiana nadeszła w niedzielę 07.06.2026, kiedy to biegłem na treningu 20 km i na trasie spotkałem - najpierw Karolinę - i chwilę biegliśmy razem, ale ja już nie mogłem, to gdy zrobiłem 20 km i skończyłem trening, a potemszedłem sobie bo było bardzo ciężko i już szedłem do domu. Następnie na trasie (gdzie jest przy szkole długa prosta droga między polami - spotkałem drugą koleżankę z klubu K S Sokół Zblewo - Kamilę. Pomimo zmęczenia i już dużego wysiłku - dobiłem z Kamilą jeszcze jeden km, ale wolnym tempem. Mówię, że tego dnia nadeszła zmiana, bo co prawda zapisałem się do klubu, ale nie byłem pewien, czy się sprawdzę - czy chcę biegać dla siebie indywidualnie i robić swoje, czy jednak wybrać klub i razem biegać we wtorki i czwartki w klubie? Długo biłem się z myślami - i nawet chciałem powiedzieć do Kamili, że jednak nie chcę dołączyć do klubu, ale nie chciałem robić tej przykrości Kamili, bo ją szanuję.No i przypomina mi się też moment, że był przykro jak dołączyłem wcześniej do T.G. Sokół Zblewo, a kiedyś obiecałem Kamii, że do jej klubu dołączę. No i żeby nie robić przykrości, że odchodzę, to postanowiłem, że zobaczę jak to będzie? Czy będzie mi to pasowało? Czy dam radę? Będę mieć trenera, czy uda mi się dostosować treningi od trenera? I w końcu - Czy będę mieć z tego radość? 9 czerwca wtorek był moim pierwszym treningiem w klubie. Poczułem się dobrze i pomimo buntu głowy zaryzykowałem i udało się - trening był udany. Przez następne dni jeszcze nie mogłem się do tego przyzwyczaić, ale z treningu na trening było coraz lepiej. Przełomem były zawody w Gniewie. Na prawdę tutaj się przełamałem. Pobiegłem te zawody już jako K S Sokół Zblewo i miałem inne podejście. Tutaj się zatrzymamy. Po dwóch udanych zawodach 23 maja w Zblewie na 5 km i 30 maja w Ocyplu na 10 km - trzy dni przed zawodami (przed dychą w Gniewie) - zaczęły mnie nerki boleć i wiedziałem, że zawody będą słabe - a nawet start stał pod znakiem zapytania. Jednak chcieliśmy jako drużyna mieć miejsce na podium, to musiałem zawody ukończyć. Temperatura była wysoka, ale mi to nie przeszkadzało i gdy zacząłem od czasu 5:00/km, to myślałem, że bardzo dobrze zacząłem - nic bardziej mylnego - to był najlepszy czas!!! - Bo następne były coraz gorsze!!! A najgorszy, to 9 km, gdzie czas wyniósł 6:46/km!!! Tak!!! Takich czasów na treningach nawet nie mam!!! Jeszcze na tych zawodach - z jednej strony - zadwałem sobie pytanie - Po co się zapisałem do klubu, skoro to była moja najgorsza dycha w historii biegania?! (Przypomnę, że czas to 00:58:00, średnie tempo, to 5:48/km). I tak to nic nie pomoże!!! Następny tydzień był jeszcze ciężki przez dwa treningi, ale od 25 czerwca nabierałem sił i było coraz lepiej. 27 czerwca pojechałem z kolegą Krzyśkiem na zawody do Tczewa na 5km - (bieg wieczorny, bo zaczął się o 19). Dlaczego przypominam - bieg wieczorny? Bo mam dobre wspomienia z Nocnego Biegu Świętojańskiego z Gdyni, gdzie kiedyś biegałem 10 km w czasie 40:27 (4:03/km). Tutaj przyjmę, że te 5 km, które biegłem w Zblewie z czasem 21:52 - był moim najlepszym czasem - tak i w Tczewie jak i w Gdyni - pobiłem swój czas życiowy (ze Zblewa) - wynoszący 21:46, czyli pobity o 6s. Tutaj mnie po prostu niosło. I po zawodach w Gniewie - mówiłem, że się zemszczę - i zemściłem! To tak wyglądały czerwcowe zwroty akcji. Natomiast kilometrowo w czerwcu wygląda, to tak:

              Biegowo czerwiec był mniej obfity w km niż maj. W czerwcu przebiegłem 219,38 km. Średni dystans dzienny w czerwcu wynosił 7,313 km. Natomiast średni czas w czerwcu wynosił 5:20/km.

               Podsumowując i porównując maj i czerwiec, to wygląda, to tak, że w maju miałem o 32,18 km więcej. Średni dzienny dystans w maju był większy o 0,802 km. Natomiast średni czas w maju - wynoszący 5:11/km - był lepszy niż w czerwcu o 9s.

                 Na koniec najważniejsze - łączny dystans od 1 kwietnia do 30 czerwca wynosi - 599,24 km.

                 Zobaczymy co przyniesie lipiec i jak będzie obfity w bieganie, bo napewno chcę biegać więcej tych kilometrów. Oby tak było.

sobota, 27 czerwca 2026

Tczew na 5 z Flex Poland - ,,mieszane uczucia".

                      Dnia 27.06.2026 roku odbyły się zawody - Tczew na 5 z Flex Poland. Tutaj zawody pobiegłem bardzo dobrze, ale nie jestem zadowolony pod względem organizacji imprezy. Szczegóły poniżej:


                 Na zawody jechałem z kolegą Krzyśkiem z Jaroszew, który przyjechał po mnie do mamy, gdzie stąd na niego czekałem. Do Tczewa wyjechaliśmy szybko, bo już o godz 16 (3 godziny przed startem). Po drodze rozmawialiśmy o startach, treningach i ogółem o bieganiu. W Tczewie byliśmy kilka minut po 17, bo jeszcze po picie wjechaliśmy na stację w Starogardzie Gdańskim i wtedy po 17 byliśmy na miejscu. Tam chwilę się rozprostowaliśmy i poszliśmy odebrać pakiet startowy. Sam pakiet w sobie nie był zły i w miarę i nawet ładna koszulka, w której startowałem potem. Pochodziliśmy sobie po Bulwarze i później zaczęliśmy rozgrzewkę. Ostatnie nawodnienia przed rozgrzewką i rozgrzwka. Z początku wolniej, a później coraz szybciej. Mnie aż niosło już na rozgrzewce, dlatego poszło szybko. Po rozgrzewce poszliśmy na start. Strzał i poszli. Od początku czułem się super i tak jak zakładałem - pierwszy czas 4:40/km - a miałem 4:39/km. Drugi szybszy, bo wynosił 4:20/km. Trzeci czas wynosił 4:31/km. Zaś czwarty i piąty po 4:07/km. To mi dało łączny czas 21:46, czyli 4:20/km. Na całej trasie czułem się bardzo dobrze i stąd ten wynik. No, ale dzisiaj warunki ekstrmalne. O 19 godz temperatura jeszcze była blisko 32°C. A w Słońcu jeszcze cieplej. Jakiś czas po mnie na metę wbiegł kolega Krzysztof. Na mecie dostałem medal i poszedłem na bok i gdy Krzysiek przybiegł, to  chwilę pogadałem z drugim kolegą z klubu - Rafałem. Ucieszyłem się z wyniku, bo wiedziałem, że jest dobrze. Chwilę z Krzysiem odpoczęliśmy, potem poszliśmy się przebrać. Szliśmy wtedy na zakończenie i rozdanie nagród.

               Zakończenie imprezy i mieszane uczucia. Tutaj dobrze, że zapytaliśmy w namiocie, gdzie jest rozdanie nagród, bo wiedzieliśmy, że dwaj koledzy z Klubu - będą na podium. Zenon Hartuna - osiągając czas - 20:38 byl pierwszy w swojej kategorii M 60-69, Krzysiek (w tej samej kategorii) był trzeci osiągając czas - 22:44. W kategorii dziewczyn nasza koleżanka Ania Skalska była 1 w swojej kategorii K 40-49 osiągając czas 21:24. No i tutaj pozytywów koniec. Na zakończenie każdych normalnych zawodów - powtarzam ,,normalnych" - po wszystkich rozdaniach nagród - są dodatkowe nagrody dla wszystkich uczestników. To jedno. Drugie zażalenie takie - brak posiłku regeneracyjnego dla zawodników. Także pod takim względem te zawody uważam za byle na odpał. Nie to co zawody w Ocyplu (najlepsza impreza), Zblewo też fajna organizacja. No i Gniew - też był fajny - pomimo złego wyniku. Czasem jest tak na zawodach, że może być super trasa, super samopoczucie, ale organizacja zawiedzie i takie coś niszczy piękno biegania, że na takie zawody nie ma co przyjeżdżać, bo co mi da super wynik jak czegoś brakuje. Po wszystkim była kategoria drużynowa i niestety ze względu na to, że nasza koleżanka klubowa Kamila nie ukończyła zawodów z powodu zasłabnięcia - nie liczyliśmy się w drużynówce. Szkoda tego, ale niestety zawsze się nie uda to tak jak byśmy tego chcieli. Coś na ten temat wiem -  tydzień temu też doznałem gorycz porażki, ale chociaż udało się ukończyć zawody, a Kamia nie miała dzisiaj tego szczęścia i to jest gorsza porażka od mojej. No, ale nie ma co już drążyć. Jest jak jest i kropka o taka •.

niedziela, 21 czerwca 2026

XII Bieg Gniewski z Lecą - ,,Ból i cierpienie".

                   Dzisiejszego dnia, czyli 21 czerwca 2026 odbył się bieg na 10 km w Gniewie. Po tym jak koleżanki i koledzy namówili mnie na start, to z miłą chęcią zapisali mnie i bez wahania przygotowywałem się na te zawody. Niestety trening przygotowawczy był tylko we wtorek i środę, bo od czwartku wszystko się posypało - zaczęły mnie nerki boleć! Od tego dnia mój występ w zawodach był pod znakiem zapytania i myśli czy jechać czy nie? Piątek ból się nasilił i już wiedziałem, że i sobota będzie przerąbana. I tak było. Trochę ulżyło jak spałem z soboty na niedzielę u mamy wtedy już się normowało i w końcu coś zjadłem. No i przyszedł ten oczekiwany moment start w zawodach.

                          Na zawody wyjechaliśmy około 9:15 z kolegą Rafałem, który przyjechał najpierw po mnie. Wtedy pojechaliśmy po Kamilę do Bytoni i po Marcina do Dąbrowy. No i następnie wyruszyliśmy do Gniewu. Na miejscu byliśmy po 10-tej. Poszliśmy do biura zawodów po pakiet startowy i fajnie, bo każdy uczestnik dostał plecak. Fajny z froty plecaczek szary, batonik, Oschee w kartoniku nr startowy i chip do buta. Na miejscu jeszcze spotkaliśmy naszą koleżankę klubową Anię Skalską oraz kolegę Zenka Hartunę.  My się przebraliśmy i razem poszliśmy zrobić małą rozgrzewkę i szykowaliśmy się do startu. Upał dał się we znaki było bardzo parno i gorąco. O godz 11 zaczęło się.

                Ɓól i cierpienie ograniczony czasowo. Pierwszy km pomyślałem - o czas 5:00/km, to wystartowałem nie za szybko, czyli dobrze. Drugi km był około 3s gorszy i wynosił 5:03/km to myślałem, a raczej się łudziłem i pomyślałem, że przyspieszę - nic bardziej mylnego - było jeszcze gorzej!!! Trzeci km jeszcze w zasięgu dobrych czasów i wynosił 5:16/km. Czwarty czas by jeszcze przeszedł, bo wynosił 5:27/km, ale od tego km już wiedziałem, że mogę zapomnieć o dobrym wyniku. No i dobitką tego był piąty km wynoszący 6:35/km (takich czasów nawet na treningu nie mam), ale tutaj można zwalić na ostry podbieg, który miał około 0,5 km. Szósty km 5:41/km. Od siódmego km i zresztą końcówkę poprzedniego km podbiegu - szedłem kilka metrów. I na każdych kolejnych też co jakiś czas szedłem, bo już wiedziałem, że to jest koniec marzeń o dobrym wyniku. No i siódmy km wynosił 5:31/km - i to był w tej drugiej połowie najlepszy czas. Od ósmego km było już tylko gorzej, bo ósmy km 6:15/km. Dziewiąty - najgorszy - 6:46/km. A w ostatnim lekko przyspieszyłem do mety, ale wcześniej szedłem, więc i tutaj czas wynosił powyżej 6 min/km - wynosząc dokładnie 6:23/km. Z jednej strony ucieszyłem się, że zawody ukończyłem, ale z drugiej strony jest niedosyt i to spory. Zawody ukończyłem na miejscu 79 open na 148 osób, które ukończyły. Jedna osoba nie ukończyła. W kategorii mężczyzn byłem 62. A w kategorii wiekowej byłem dopiero 22.

                  Po tym jak jeszcze reszta biegaczy dobiegała do mety, to poszliśmy się przebrać i poszliśmy na rozdanie nagród. Nasza Kamila wśród kategorii kobiet była trzecia. Nasza Ania Skalska była 1 w swojej kategorii k 40-49. No i Zenek Hartuna był w swojej kategorii też 1 w m 60-69. Ogromne gratulacje dla wszystkich. Jeszcze też naszym małym sukcesem było, to że jako drużyna KS Sokół Zblewo - zajęliśmy trzecie miejsce. Lepsze to niż nic, pomimo mojego słabego wyniku.

                      Podsumowując te zawody - jak na razie - i oby - to były moje najgorsze zawody na 10 km. Ukończyłem je, ale niestety dzisiaj nie miałem z czego zrobć czasu. Oby kolejne starty były zdecydowanie lepsze, z których będę mieć radość, bo o to tutaj chodzi. Natomiast z drugiej strony walczyłem jak lew i się nie poddałem i to cieszy, a może wzmacnia przed kolejnymi zawodami.

niedziela, 31 maja 2026

Biegowy rachunek sumienia - maj 2026

             Kolejny miesiąc biegania przeminął jak i kolejna historia. W maju biegałem już ósemki, więc i dystansu przybyło prawie 2x więcej. Maj też zaskoczył, bo 23 maja oraz 30 maja wystartowałem w zawodach. Pierwsze w Zblewie na dystansie 5 km oraz na 10 km w Ocyplu. Obydwa zawody bardzo udane. No i wisienką na torcie była dzisiejsza bardzo udana dwudziestka na treningu. Statystycznie ten miesiąc wygląda tak:

W maju przebiegłem 251,56 km. Co ciekawe po raz kolejny nie opuściłem ani dnia biegowego pomimo zawodów, po których następnego biegałem trening. No i w maju miałem wszystkie 22 dni biegowe, razem z dwoma startami w zawodach.

Średni dystans dzienny w maju wyniósł 8,11 km.

Jeżeli chodzi o średni czas w maju, to wynosił 5:11/km.

Łączny dystans razem z kwietniem wynosi 379,86 km.

      Poniżej porównanie kwietnia i maja. Oto szczegóły:

W maju przebiegłem o 123,26 km więcej niż w kwietniu.

Średni dzienny dystans w maju był dłuższy o 3,83 km.

Średni czas w maju był gorszy o 3 sekundy.


             Podsumowując maj - był to bardzo udany miesiąc biegowy. Prawie dwukrotnie zwiększyłem dystans. No i dwa udane starty w zawodach, a na sam koniec udana dwudziestka w przepięknym stylu. Cieszę się z tego, że bieganie wychodzi na dobre. Plany na najdłuższe dni w miesiącu są takie, że będę mieć też dużo km, ale nie będzie to na pewno dwukrotnie zwiększony dystans - bynajmnie na jakiś czas. W czerwcu chcę zostawić w niedzielę jako długie wybiegania na 20 km, a nawet chcę zwiększyć do 25 km. Nie wiem, czy czasem w czerwcu nie wyjdzie mi jakiś start w zawodach nieplanowany - tak jak to miało miejsce z zawodami w Ocyplu na 10 km. Mogę się wszystkiego spodziewać. No i z trasą w czwartki muszę pokominować tak by był stały dystans. Chociaż zmieniam trasy co chwilę, więc nigdy nie będę mieć stałego dystansu. Także dużo przede mną i zobaczymy co wybiegam w czerwcu. Aż mnie nosi by dobić licznik do 300 km w miesiącu, a to by był już awans do średnio-zaawansowanego biegania i z pewnością takim dystansem w miesiącu można pomyśleć o staru w półmaratonie. Zobaczymy co będzie.

Zawody w Ocyplu - ,,perfekcyjna dycha"

            Dzisiejszego dnia (30.05.2026) odbyły się zwody w Ocyplu na 10 km. Z racji tej, że miałem powera na biegu w Zblewie na 5 km, gdzie pobiegłem rewelacyjnie, to chciałem sprawdzić jak zachowam się na dyszcze, czy będzie mnie stać na kolejny bardzo udany bieg. Po namowie kilku osób, a szczególnie Jasia postanowiłem, że pojadę na dychę do Ocypla.

              Tego dnia wstałem bardzo szybko - bo już o 06:00 rano. Przez kilka dni nie wiedziałem jak dostanę się na zawody, ale zgadałem się 3 ni przed zawodami z kolegą Krzyśkiem (dziadek) i już wiedziałem, że pojedziemy razem na zwody. Tak jak pisałem wcześniej - ,,tego dnia wstałem szybko, bo o 06:00 rano" No a jak to ja muszę z rana wypić kawę, bo lubię. Wtedy około 7:30 zjadłem 3 gotowane jajeczka kurze. Potem się spakowałem i wziąłem swoje rzeczy startowe i buty. Wtedy pojechałem rowerem do kuzynki, gdzie go zostawiłem. Poczekałem przy stadionie za dziadkiem i ruszyliśmy na zawody o godzinie 9:00 żeby na spokojnie na miejscu odebrać pakiety i sobie zrobić rozgrzewkę. Podczas jazdy Krzysiek mówił, że będzie biegł z kontuzją, bo nogę skręcił. Postanowił, że pomimo kontuzji - zapisuje się na zawody (to jest szacun i zarazem madnes, ale to pokazuje jakim twardzielem jest Krzyś pomimo 64 lat). Na miejscu spotkaliśmy dużo znajomych, z którymi porozmawialiśmy i ten czas do startu mijał w przyjaznej atmosferze. Chwilę po nas przyjechał też Mateusz Spadik i nam towarzyszył ze swoją żoną i dziećmi praktycznie do samego startu, bo Mati też startował. No i przed startem wiadomo odprawa biegowa i punkt 11:00 - padł strzał i zaczęliśmy. Od początku dla mnie to był bardzo udany start, bo zacząłem wolniej, żeby nie było za szybko na początku. Pierwszy km był bardzo dobry, a nie był za szybki i nie za wolny, dlatego miałem czas 04:35.5. W drugim nie poszedłem też za szybko, ale był to najszybszy km trasy i wynosił 04:23.2. Tutaj dogoniłem dziadka i do piątego km biegliśmy razem. Trzeci km - wspólny, tutaj mieliśmy 04:45.4. Czwarty też biegliśmy razem, a czas tego km, to 04:46.4. Pod koniec tego km tuż przed piątką widziałem, że Krzyśkowi kontuzja będzie doskwierać i szybciej nie pobiegnie, więc ja potem pobiegłem sam. No i piąty km (biegłem sam) miałem czas (najgorszy), czyl 04:50.7. Jeszcze chwilę dogonił mnie jeszcze jeden biegacz, ale przyspieszyłem i już resztę trasy biegłem sam, a szósty czas był moim przedostatnim czasem, który widziałem z pomiaru zegarka i wynosił 04:41.2. Reszty czasów do mety nie widziam, dlatego biegłem sobie takim tempem by na spokojnie dobiec do mety. Resztę tych czasów nie widziałem, ale na mecie je analizowałem i tutaj podaję: - 7 km czas 04:42.2. Ósemka o 11s szybsza od siódemki, bo czas wynosił 04:31.3. Czułem już powoli metę i powoli się do niej zbliżałem. Nie wiem gdzie był czas dziewiąty, ale wynosił 8s gorzej od ósemki i wynosił 04:39.3. Ostatni czas bez wątpienia był lepszy, bo kilkadziesiąt metrów biegłem sprintem i czas ostatni, czyli dziesiąty wynosił (na zegarku) 04:35.0. Na mecie wyłączyłem zegarek - w odpowiednim czasie i czas wynosił 00:47:03, ale dystans wynosił 10,15 km. Gdy czekaliśmy aż wszyscy dobiegną do mety, to poszliśmy do auta się przebrać na czysto i czekaliśmy na ceremonię wręczenia nagród. Chwilę jeszcze pirozmawialiśmy z innymi biegaczami i czekaliśmy aż wszyscy dobiegną na metę. Gdy już wszyscy przybievli, to było zliczanie wyników i ostateczne wyniki wyglądały tak:

Najlepsi chłopacy mieli czasy od 3 do 1 takie:

3 miejsce -   Dariusz Jarzyński - czas 40:21.62

2 miejsce -    Plutowski Patryk - czas 38:25.99

1 miejsce - Mateusz Niemczyk - czas 37:59.38

Wśród pań były takie wyniki:

3 miejsce -      Beata Dubiela - czas 46:39.83

2 miejsce -       Agata Barnaś - czas 44:40.60

1 miejsce - Kamila Grzonka - czas 42:34.79

Tak to wyglądało jeśli chodzi o zwycięzców. Powodem do radości było to, że dwaj koledzy z klubu (T.G. Sokół Zblewo) mieli miejsca na podium i pierwszy z nich w swojej kategorii m30-39 - miejsce drugie miał Mateusz Spadik z czasem 45:13.78 oraz 15 w kategorii generalnej. Drugim triumfatorem i zwycięzcą w swojej kat wiekowej m60-69 był dziadek Krzyś, który uzyskał czas 48:54.27 i był 22 w kategorii generalnej. Natomiast ja nie zająłem miejsca na podium, ale mój czas 47:06.11 uważam za bardzo dobry czas, bo byłem 19 w klasyfikacji ogólnej, a 7 w mojej kategorii wiekowej m40-49.

        Tak to wszystko wyglądało jeśli chodzi o zwycięzców. Były jeszcze poszczególne kategorie wiekowe, ale nie zamieszczałem ich tutaj, bo można je sprawdzić pod tym linkiem:

https://elektronicznezapisy.pl/event/14921/results.html#t1

             Po wręczeniu wszystkich nagród były jeszcze nagrody dla wszystkich uczestników i poszczególne nr startowe, które były wylosowane - dostali nagrody. Z naszej trójki zespołu ( Mateusz, ja i dziadek) dostaliśmy wszyscy trzech nagrody, bo wylosowali nasze numery startowe. Jeszcze były nagrody za konkurs, w którym trzeba było zgadnąc, gdzie odbędą się kolejne zawody GP Kociewia. Moja odpowiedź, że w Kwidzyniu zaliczyła się do nagrody i dostałem drugi upominek.

               Po całej ceremoni i wręczeniu nagród wszystkim, którzy mieli szczęście - poszliśmy do biura zawodów, gdzie przed startem odbieraliśmy pakiety startowe i tam poszliśmy zjeść zupę i pączki. Wtedy już z dziadkiem pojechaliśmy do domu.

                Podsumowując te zawody, to powiem, że ogólnie myślałem, że uda mi się przebiec tę dychę w czasie poniżej 44 minut. Jednak coś mnie tknęło żeby pobiec sobie spokojnie. No i tak było. Fakt, że drugi czas był najszybszy, ale nie oznacza, to, że za szybko pobegłem. Pobiegłem idealnie!! Taki start był moim marzeniem, żeby idealnie zacząć i idealnie wbiec na metę. Tego się nie spodziewałem, że tak to będzie wyglądać. Dobra!! Może czas nie jest jakiś idealny, ale za to samopoczucie wspaniałe. Nie żałuję, że tam pojechałem do Ocypla. Kilka zawodów na dychę pobiegnę i wrócę do czasów 44 minuty i poniżej. Tego sobię życzę.

sobota, 23 maja 2026

IV Bieg Uliczny - Mistrzostwa Polski Marynarzy i Żeglarzy - ,,Początek nadzieji".

              Wcześniej około dwa miesiące temu - wpadłem na plan, żeby wystartować na zawodach w Zblewie. Moje bieganie to był zaledwie miesiąc biegania. Nie byłem pewien czego się spodziewać. Nie wiedziałem na jaki czas pójdę. Jednak trenowałem swoje i nie opuściłem ani dnia treningu. Minął marzec i do kwietnia biegałem jeszcze po 4 km, w tygodniu, a ósemki tylko w niedzielę. Jednak od 1 kwietnia zacząłem biegać tak jakby statystycznie, czyli liczę każdy km i każdy czas. Minął też kwiecień i od maja zacząłem biegać ósemki. A to mi otworzyło drzwi, że w niedzielę szesnastki. A z racji tej, że w piątki mam wolne, to w czwartki około 12 km. Jednak mam trasy różne więc nigdy mi nie wyjdzie to samo. No i 16 km przebiegłem tylko raz i potem poszły dwudziestki, bo czułem, że mogę więcej. Pierwsza dwudziestka była ciężka, ale druga - zdecydowanie lepsza. Do dzisiaj nie opuściłem żadnego treningu. No i dzień zawodów wyglądał tak:


             Wczoraj przyszedłem do mamy na Zblewo na noc. Wstałem, potem wypiłem kawę, zjadłem śniadanie. Około godziny jedenastej wyszedłem w stronę gminy. Zdzwoniłem się z kuzynem Rafałem i się spotkaliśmy później na placu 700-lecia. Następnie poszedłem odebrać swój pakiet startowy i z początku chciałem biec w swojej zielonej koszulce. Jeszcze kuzynka Beata mi pakiet przypilnowała, a ja poszedłem się rozgrzewać, bo zostało kilkanaście minut do startu i znalazłem ekipę T.G Sokół Zblewo. Postanowiłem, że zapiszę się do klubu. No i też tak zrobiłem. Potem po rozgrzewce pozostało kilka minut do startu i dostałem koszulkę drużyny. Swoją dałem idąc po drodze kuzynce Beacie, a my z Rafałem poszliśmy na linię startu i pozostało około 4 minut do startu. Włączyłem sobie GPS-a wcześniej, żeby złapać dobry odczyt trasy. Gdy o dwunastej padł strzał - już nie było kalkulacji - trzeba było biec tak jak się da. Stoper włączyłem przy czasie netto, gdy przekroczyłem linię startu. Pierwszy km zacząłem bardzo szybko, ale nie widziałem pierwszego pomiaru i leciałem dalej. Trzymałem się blisko kuzyna, ale nie chciałem biegać za szybko, dlatego lekko zwolniłem i Rafał był przede mną. Jednak drugi km był też szybki i tutaj dogoniłem Rafała. Gdy dobiegłem do ulicy Kasztanowej, to tutaj miałem bardzo miłą niespodziankę - Dżoszuy dzieci (Jaś i Oliwia, oraz sąsiadka Lilka) oraz Nodik i Jerzyk - kibicowali mi. To mi dodawało skrzydeł, ale trzeci km był najsłabszy, bo wynosił 4:36/km. Tutaj był najgorszy kryzys. Czwarty był też kryzys, ale było kilka sekund szybciej i wynosił 4:29/km. Zbliżałem się do skrzyżowania  ulic - Chojnickiej, Dworcowej, Północnej oraz Głównej, a na tą Główną biegliśmy ostatnią prostą. Tutaj mi zapaliła się lampka by pobiec na żywioł - na maksa i też tak zrobiłem. Wyrywałem się by to wcześniej zrobić, ale bałem się, że polegnę, dlatego tylko jakieś 200m przed metą dałem na maksa. Niestety nie wyłączyłem zegarka i z zegarka ostatniego czasu ne miałem. Później go policzyłem. No i dobiegając do mety czułem radość i zadowolenie. Wtey wiadomo po mecie gratulowanie innym zawodnikom z drużyny i nie tylko. Wtedy szukaliśmy Beatę i wziąłem swój pakiet startowy i po chwili zjadłem dwie porcje grochówki. Następnie wypiłem kawę i po jakimś czasie było rozdanie nagród. Kilka osób z naszego teamu dostali nagrody za poszczególne miejsca. Na koniec było losowanie nr startowego. Niestety nie miałem szczęścia. Po wszystkim poszedłem do domu do mamy, ale poszedłem do Jasia i chwilę pogadaliśmy. Jak pogadaliśmy chwilę, to mnie namówił na to bym na zawody kolejne wystartował. No i też tak zrobię, bo za tydzień w okolicach, czyli w Ocyplu biegnę na dychę. 


             Podsumowując dzisiejsze zawody - z tego co biegam na treningu - uzyskałem czas, na który w zsadzie nie liczyłem, a tym bardziej się go nie spodziewałem. Ostatecznie mój czas wynosił 21:52, czyli tj 4:20/km. Jest pięknie i będzie jeszcze lepiej.

piątek, 1 maja 2026

Biegowy rachunek sumienia - Kwiecień 2026 - powrót do korzeni

                            W życiu dzieją się różne sytuacje losowe i takie, na których nie masz wpływu i są takie, które dzieją się po prostu. Są sytuacje, których żałujesz, i z których jesteś zadowolony. To wszystko dąży do jednego - do historii. To było, minęło i nie wróci. Są też takie historie, które się powtarzają - tak ja mój powrót do biegania. Skończył się miesiąc kwiecień i wraz z nim mój cały miesiąc biegania. Poniżej przedstawię to co w tym miesiącu wybiegałem.

            Kwiecień 2026 przedstawia się tak:

W kwietniu przebiegłem 128,3 km.

Średni czas na km w kwietniu wynosił 5:08/km (liczone są tylko dni biegowe).

Średni dzienny dystans wynosi 4,28 km (liczone jest tyle dni ile ma cały miesiąc).

                Kwiecień był tym miesiącem, w którym powróciłem do biegania. Licznik bije dalej i zobaczymy co przyniesie maj. W maju startuję w zawodach na 5 km i chcę sprawdzić swoją wytrzymałość. W maju będzie więcej km, bo od jutra (drugiego maja) - moim podstawowym dystansem będzie ósemka, a nie jak do końca kwietnia czwórka. Warto podkreślić, że w kwietniu biegałem wszystko regularnie i przebiegłem 22 dni biegowe. Jest na początek dobrze i będzie jeszcze lepiej.

niedziela, 5 kwietnia 2026

Wielki Powrót

      Dnia 26 lutego 2026 roku stało się coś co przeszło wszelkie moje oczekiwania - powróciłem do biegania. Od 2018 roku przestałem biegać, bo to albo zacząłem pić alkohol, albo wkręciłem się w narkotyki. Nie boję się o tym mówić, bo to prawda i mam na to świadków. Następnie jakieś razy próbowałem podchodzić do biegania - i nie czułem tego. Dnia 10 lutego 2025 roku trafiłem na SOR bo źle się poczułem. To był dzień, w którym postanowiłem, że idę na leczenie alkoholowe na 2,5 miesiąca i od tej pory przestałem pić alkohol i brać narkotyki. Będąc na odwyku obudził się we mnie głos THE FLAME, który mówił ,,chodź do mnie". No i to właśnie sprawiło, że już będąc na odwyku też nawet próbowałem biegać. Kilka razy pobiegłem i zaś ten blask THE FLAME - zgasł. Mijało kilka miesięcy i myśli o bieganiu były coraz poważniejsze, tym bardziej, że we wrześniu zaczęliśmy w piłkę grać. Wyszedłem z odwyku 23 kwietnia. Życie zaczynało się układać od nowa. Między czasie byłem w czasie robienia prawa jazdy i zaraz po wyjściu następnego dnia udało mi się w końcu zdać egzamin wewnętrzny, a to  kolei otworzyło drzwi do egzaminu teoretycznego w Chojnicach ( bo tam chcę zdawać egzamin i praktykę). Egzamin teoretyczny zdałem za drugim podejściem dnia 24 sierpnia. Po zdaniu egzaminu teoretycznego poszedłem na egzamin z jazdy, czyli praktyczny. Pierwsze 5 egzaminów (w różnych odstępach czasu) - nie wyjechałem w ogóle z placu. Wtedy zacząłem kupować dodatkowe godziny jazdy i udawało mi się z placu wyjeżdżać, ale egzaminu nie zdawałem. Kryzysowy moment był między 9 a 10 podejściem, bo już chciałem się poddać całkowicie. Jednak wtedy po raz kolejny odezwał się kolejny blask ,,THE FLAME", który powiedział: ,,powróć do biegania, to ci pomogę - w tym jesteś najlepszy i gwarantuję, że się nie zawiedziesz". Pomyślałem sobie dlaczego nie spróbować. Wahałem się jak to będzie, ale dość tego!!! Tyle razy poległem, tyle razy nigdy nic i w końcu padła ta ostateczna decyzja - zmeniam swoje życie!!! Bo bieganie, to zmiana, to styl życia. Powiedziałem sobie, że chcę tego i dnia 26 lutego zacząłem początek nowej historii. Ta historia już się zaczęła i oby trwała do końca mojego życia. Mamy już 5 kwietnia 2026 roku i to można powiedzieć, że zaczęła się koejna historia w historii, bo dzisiaj zacząłem biegać już 8 km w każde kolejne niedziele. To jest radość, to jest piękna historia. Takim xhcę być jak najdłużej. Widzę to wszystko na nowo: Te treningi - te ciężkie treningi, bieganie o ciemku, długie wybiegania oraz najważniejsze - starty w zawodach!!! Mam nadzieję, że ta piękna historia będzie trwać i trwać i trwać.... Oby tak było i obym z tego snu się nie obudził.