sobota, 23 maja 2026

IV Bieg Uliczny - Mistrzostwa Polski Marynarzy i Żeglarzy - ,,Początek nadzieji".

              Wcześniej około dwa miesiące temu - wpadłem na plan, żeby wystartować na zawodach w Zblewie. Moje bieganie to był zaledwie miesiąc biegania. Nie byłem pewien czego się spodziewać. Nie wiedziałem na jaki czas pójdę. Jednak trenowałem swoje i nie opuściłem ani dnia treningu. Minął marzec i do kwietnia biegałem jeszcze po 4 km, w tygodniu, a ósemki tylko w niedzielę. Jednak od 1 kwietnia zacząłem biegać tak jakby statystycznie, czyli liczę każdy km i każdy czas. Minął też kwiecień i od maja zacząłem biegać ósemki. A to mi otworzyło drzwi, że w niedzielę szesnastki. A z racji tej, że w piątki mam wolne, to w czwartki około 12 km. Jednak mam trasy różne więc nigdy mi nie wyjdzie to samo. No i 16 km przebiegłem tylko raz i potem poszły dwudziestki, bo czułem, że mogę więcej. Pierwsza dwudziestka była ciężka, ale druga - zdecydowanie lepsza. Do dzisiaj nie opuściłem żadnego treningu. No i dzień zawodów wyglądał tak:


             Wczoraj przyszedłem do mamy na Zblewo na noc. Wstałem, potem wypiłem kawę, zjadłem śniadanie. Około godziny jedenastej wyszedłem w stronę gminy. Zdzwoniłem się z kuzynem Rafałem i się spotkaliśmy później na placu 700-lecia. Następnie poszedłem odebrać swój pakiet startowy i z początku chciałem biec w swojej zielonej koszulce. Jeszcze kuzynka Beata mi pakiet przypilnowała, a ja poszedłem się rozgrzewać, bo zostało kilkanaście minut do startu i znalazłem ekipę T.G Sokół Zblewo. Postanowiłem, że zapiszę się do klubu. No i też tak zrobiłem. Potem po rozgrzewce pozostało kilka minut do startu i dostałem koszulkę drużyny. Swoją dałem idąc po drodze kuzynce Beacie, a my z Rafałem poszliśmy na linię startu i pozostało około 4 minut do startu. Włączyłem sobie GPS-a wcześniej, żeby złapać dobry odczyt trasy. Gdy o dwunastej padł strzał - już nie było kalkulacji - trzeba było biec tak jak się da. Stoper włączyłem przy czasie netto, gdy przekroczyłem linię startu. Pierwszy km zacząłem bardzo szybko, ale nie widziałem pierwszego pomiaru i leciałem dalej. Trzymałem się blisko kuzyna, ale nie chciałem biegać za szybko, dlatego lekko zwolniłem i Rafał był przede mną. Jednak drugi km był też szybki i tutaj dogoniłem Rafała. Gdy dobiegłem do ulicy Kasztanowej, to tutaj miałem bardzo miłą niespodziankę - Dżoszuy dzieci (Jaś i Oliwia, oraz sąsiadka Lilka) oraz Nodik i Jerzyk - kibicowali mi. To mi dodawało skrzydeł, ale trzeci km był najsłabszy, bo wynosił 4:36/km. Tutaj był najgorszy kryzys. Czwarty był też kryzys, ale było kilka sekund szybciej i wynosił 4:29/km. Zbliżałem się do skrzyżowania  ulic - Chojnickiej, Dworcowej, Północnej oraz Głównej, a na tą Główną biegliśmy ostatnią prostą. Tutaj mi zapaliła się lampka by pobiec na żywioł - na maksa i też tak zrobiłem. Wyrywałem się by to wcześniej zrobić, ale bałem się, że polegnę, dlatego tylko jakieś 200m przed metą dałem na maksa. Niestety nie wyłączyłem zegarka i z zegarka ostatniego czasu ne miałem. Później go policzyłem. No i dobiegając do mety czułem radość i zadowolenie. Wtey wiadomo po mecie gratulowanie innym zawodnikom z drużyny i nie tylko. Wtedy szukaliśmy Beatę i wziąłem swój pakiet startowy i po chwili zjadłem dwie porcje grochówki. Następnie wypiłem kawę i po jakimś czasie było rozdanie nagród. Kilka osób z naszego teamu dostali nagrody za poszczególne miejsca. Na koniec było losowanie nr startowego. Niestety nie miałem szczęścia. Po wszystkim poszedłem do domu do mamy, ale poszedłem do Jasia i chwilę pogadaliśmy. Jak pogadaliśmy chwilę, to mnie namówił na to bym na zawody kolejne wystartował. No i też tak zrobię, bo za tydzień w okolicach, czyli w Ocyplu biegnę na dychę. 


             Podsumowując dzisiejsze zawody - z tego co biegam na treningu - uzyskałem czas, na który w zsadzie nie liczyłem, a tym bardziej się go nie spodziewałem. Ostatecznie mój czas wynosił 21:52, czyli tj 4:20/km. Jest pięknie i będzie jeszcze lepiej.

piątek, 1 maja 2026

Biegowy rachunek sumienia - Kwiecień 2026 - powrót do korzeni

                            W życiu dzieją się różne sytuacje losowe i takie, na których nie masz wpływu i są takie, które dzieją się po prostu. Są sytuacje, których żałujesz, i z których jesteś zadowolony. To wszystko dąży do jednego - do historii. To było, minęło i nie wróci. Są też takie historie, które się powtarzają - tak ja mój powrót do biegania. Skończył się miesiąc kwiecień i wraz z nim mój cały miesiąc biegania. Poniżej przedstawię to co w tym miesiącu wybiegałem.

            Kwiecień 2026 przedstawia się tak:

W kwietniu przebiegłem 128,3 km.

Średni czas na km w kwietniu wynosił 5:08/km (liczone są tylko dni biegowe).

Średni dzienny dystans wynosi 4,28 km (liczone jest tyle dni ile ma cały miesiąc).

                Kwiecień był tym miesiącem, w którym powróciłem do biegania. Licznik bije dalej i zobaczymy co przyniesie maj. W maju startuję w zawodach na 5 km i chcę sprawdzić swoją wytrzymałość. W maju będzie więcej km, bo od jutra (drugiego maja) - moim podstawowym dystansem będzie ósemka, a nie jak do końca kwietnia czwórka. Warto podkreślić, że w kwietniu biegałem wszystko regularnie i przebiegłem 22 dni biegowe. Jest na początek dobrze i będzie jeszcze lepiej.

niedziela, 5 kwietnia 2026

Wielki Powrót

      Dnia 26 lutego 2026 roku stało się coś co przeszło wszelkie moje oczekiwania - powróciłem do biegania. Od 2018 roku przestałem biegać, bo to albo zacząłem pić alkohol, albo wkręciłem się w narkotyki. Nie boję się o tym mówić, bo to prawda i mam na to świadków. Następnie jakieś razy próbowałem podchodzić do biegania - i nie czułem tego. Dnia 10 lutego 2025 roku trafiłem na SOR bo źle się poczułem. To był dzień, w którym postanowiłem, że idę na leczenie alkoholowe na 2,5 miesiąca i od tej pory przestałem pić alkohol i brać narkotyki. Będąc na odwyku obudził się we mnie głos THE FLAME, który mówił ,,chodź do mnie". No i to właśnie sprawiło, że już będąc na odwyku też nawet próbowałem biegać. Kilka razy pobiegłem i zaś ten blask THE FLAME - zgasł. Mijało kilka miesięcy i myśli o bieganiu były coraz poważniejsze, tym bardziej, że we wrześniu zaczęliśmy w piłkę grać. Wyszedłem z odwyku 23 kwietnia. Życie zaczynało się układać od nowa. Między czasie byłem w czasie robienia prawa jazdy i zaraz po wyjściu następnego dnia udało mi się w końcu zdać egzamin wewnętrzny, a to  kolei otworzyło drzwi do egzaminu teoretycznego w Chojnicach ( bo tam chcę zdawać egzamin i praktykę). Egzamin teoretyczny zdałem za drugim podejściem dnia 24 sierpnia. Po zdaniu egzaminu teoretycznego poszedłem na egzamin z jazdy, czyli praktyczny. Pierwsze 5 egzaminów (w różnych odstępach czasu) - nie wyjechałem w ogóle z placu. Wtedy zacząłem kupować dodatkowe godziny jazdy i udawało mi się z placu wyjeżdżać, ale egzaminu nie zdawałem. Kryzysowy moment był między 9 a 10 podejściem, bo już chciałem się poddać całkowicie. Jednak wtedy po raz kolejny odezwał się kolejny blask ,,THE FLAME", który powiedział: ,,powróć do biegania, to ci pomogę - w tym jesteś najlepszy i gwarantuję, że się nie zawiedziesz". Pomyślałem sobie dlaczego nie spróbować. Wahałem się jak to będzie, ale dość tego!!! Tyle razy poległem, tyle razy nigdy nic i w końcu padła ta ostateczna decyzja - zmeniam swoje życie!!! Bo bieganie, to zmiana, to styl życia. Powiedziałem sobie, że chcę tego i dnia 26 lutego zacząłem początek nowej historii. Ta historia już się zaczęła i oby trwała do końca mojego życia. Mamy już 5 kwietnia 2026 roku i to można powiedzieć, że zaczęła się koejna historia w historii, bo dzisiaj zacząłem biegać już 8 km w każde kolejne niedziele. To jest radość, to jest piękna historia. Takim xhcę być jak najdłużej. Widzę to wszystko na nowo: Te treningi - te ciężkie treningi, bieganie o ciemku, długie wybiegania oraz najważniejsze - starty w zawodach!!! Mam nadzieję, że ta piękna historia będzie trwać i trwać i trwać.... Oby tak było i obym z tego snu się nie obudził.

wtorek, 14 listopada 2017

Bieg Niepodległości - Poznań 2017 'Unikatowy medal'

10.11.2017 roku - piątek. tego dnia zacząłem swoją przygodową podróż do Poznania Głównego, gdzie miałem się spotkać z Pondżolem i odebrać swój pakiet startowy. Wszystko ładnie pięknie, ale jest jedno, aallee. Poniżej zobaczcie sami co z czym się je.

wtorek, 31 października 2017

Nocna Ściema - Półmaraton - ''Runmageddon''

Sobotnie popołudnie 28 października 2017 roku był dniem, w którym wyjechałem na zawody do Koszalina na półmaraton Nocna Ściema. Z domu wyszedłem na dworzec kilka minut po 15-tej, bo pociąg miałem o godzinie 15:23. Wyszedłem z domu troszkę późno i chwilami musiałem podbiec, aby zdążyć. Zdążyłem bez większego problemu i wsiadłem w pociąg, który jechał do Tczewa. Trasę mam wyczajoną, bo z Bytoni do Tczewa jest równe 8 przystanków i są to: Zblewo, Pinczyn, Piesienica, Starogard Gdański, Szpęgawsk, Swarożyn, Rokitki Tczewskie i stacja docelowa - Tczew. W Tczewie miałem już wysiadkę, bo to stacja docelowa. W Tczewie kupiłem bilet na pociąg, który miałem w domu sobie już wcześniej zorganizowany i z Tczewa miałem mieć pociąg bez przesiadek do Koszalina i był to pociąg TLK, ale zamiast wyjechać nim z Tczewa o godzinie 16:36, to wyjechałem o 16:56, czyli był spóźniony około 20 minut. Następnie, gdy już pociągiem tym dojechałem do Koszalina to na miejscu byłem o 20:08, a miałem być o 19:36. Teraz dalsza historia będzie ciekawsza.

sobota, 7 października 2017

26 Bieg Kociewski z Polpharmą - idealny start i idealna meta

Dzisiejszego dnia tj 7 października sobota wybrałem się na zawody do Starogardu Gdańskiego. Dzisiaj to miał być sprawdzian moich małych przygotowań, które ostatnio przebiegały różnie, ale pomimo wszystko jakoś się przygotowałem do tego startu.

środa, 3 maja 2017

Orlen Wasaw Marathon po raz piąty i szczęście w nieszczęściu

24.04.2017 (niedziela) odbyła się piąta edycja Narodowego Święta Biegania, które odbyło się w naszej stolicy. Do Warszawy jechałem nie przygotowany, więc wiedziałem, że w maratonie nie wyczaruję żadnego dobrego wyniku. Póki co zawalczyć zawsze trzeba. No i poniżej przedstawiam to dlaczego nazwałem szczęście w nieszczęściu.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Biegowy rachunek sumienia - marzec 2017

Minął styczeń, minął luty, minął marzec, a to oznacza, że kolejny miesiąc po prostu przepadł w zapomniane i zapamiętane. Marzec miał być dla mnie sprawdzianem przed wielkim maratonem, który będę biegał w kwietniu.