Dzisiejszego dnia, czyli 21 czerwca 2026 odbył się bieg na 10 km w Gniewie. Po tym jak koleżanki i koledzy namówili mnie na start, to z miłą chęcią zapisali mnie i bez wahania przygotowywałem się na te zawody. Niestety trening przygotowawczy był tylko we wtorek i środę, bo od czwartku wszystko się posypało - zaczęły mnie nerki boleć! Od tego dnia mój występ w zawodach był pod znakiem zapytania i myśli czy jechać czy nie? Piątek ból się nasilił i już wiedziałem, że i sobota będzie przerąbana. I tak było. Trochę ulżyło jak spałem z soboty na niedzielę u mamy wtedy już się normowało i w końcu coś zjadłem. No i przyszedł ten oczekiwany moment start w zawodach.
Na zawody wyjechaliśmy około 9:15 z kolegą Rafałem, który przyjechał najpierw po mnie. Wtedy pojechaliśmy po Kamilę do Bytoni i po Marcina do Dąbrowy. No i następnie wyruszyliśmy do Gniewu. Na miejscu byliśmy po 10-tej. Poszliśmy do biura zawodów po pakiet startowy i fajnie, bo każdy uczestnik dostał plecak. Fajny z froty plecaczek szary, batonik, Oschee w kartoniku nr startowy i chip do buta. Na miejscu jeszcze spotkaliśmy naszą koleżankę klubową Anię Skalską oraz kolegę Zenka Hartunę. My się przebraliśmy i razem poszliśmy zrobić małą rozgrzewkę i szykowaliśmy się do startu. Upał dał się we znaki było bardzo parno i gorąco. O godz 11 zaczęło się.
Ɓól i cierpienie ograniczony czasowo. Pierwszy km pomyślałem - o czas 5:00/km, to wystartowałem nie za szybko, czyli dobrze. Drugi km był około 3s gorszy i wynosił 5:03/km to myślałem, a raczej się łudziłem i pomyślałem, że przyspieszę - nic bardziej mylnego - było jeszcze gorzej!!! Trzeci km jeszcze w zasięgu dobrych czasów i wynosił 5:16/km. Czwarty czas by jeszcze przeszedł, bo wynosił 5:27/km, ale od tego km już wiedziałem, że mogę zapomnieć o dobrym wyniku. No i dobitką tego był piąty km wynoszący 6:35/km (takich czasów nawet na treningu nie mam), ale tutaj można zwalić na ostry podbieg, który miał około 0,5 km. Szósty km 5:41/km. Od siódmego km i zresztą końcówkę poprzedniego km podbiegu - szedłem kilka metrów. I na każdych kolejnych też co jakiś czas szedłem, bo już wiedziałem, że to jest koniec marzeń o dobrym wyniku. No i siódmy km wynosił 5:31/km - i to był w tej drugiej połowie najlepszy czas. Od ósmego km było już tylko gorzej, bo ósmy km 6:15/km. Dziewiąty - najgorszy - 6:46/km. A w ostatnim lekko przyspieszyłem do mety, ale wcześniej szedłem, więc i tutaj czas wynosił powyżej 6 min/km - wynosząc dokładnie 6:23/km. Z jednej strony ucieszyłem się, że zawody ukończyłem, ale z drugiej strony jest niedosyt i to spory. Zawody ukończyłem na miejscu 79 open na 148 osób, które ukończyły. Jedna osoba nie ukończyła. W kategorii mężczyzn byłem 62. A w kategorii wiekowej byłem dopiero 22.
Po tym jak jeszcze reszta biegaczy dobiegała do mety, to poszliśmy się przebrać i poszliśmy na rozdanie nagród. Nasza Kamila wśród kategorii kobiet była trzecia. Nasza Ania Skalska była 1 w swojej kategorii k 40-49. No i Zenek Hartuna był w swojej kategorii też 1 w m 60-69. Ogromne gratulacje dla wszystkich. Jeszcze też naszym małym sukcesem było, to że jako drużyna KS Sokół Zblewo - zajęliśmy trzecie miejsce. Lepsze to niż nic, pomimo mojego słabego wyniku.
Podsumowując te zawody - jak na razie - i oby - to były moje najgorsze zawody na 10 km. Ukończyłem je, ale niestety dzisiaj nie miałem z czego zrobć czasu. Oby kolejne starty były zdecydowanie lepsze, z których będę mieć radość, bo o to tutaj chodzi. Natomiast z drugiej strony walczyłem jak lew i się nie poddałem i to cieszy, a może wzmacnia przed kolejnymi zawodami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz