poniedziałek, 6 lipca 2026

Biegowy rachunek sumienia - czerwiec 2026 - ,,różne zwroty akcji".

                    Miesiąc czerwiec kojarzy się z latem ciepłem i piękną pogodą. No i można powiedzieć, że taki był. Natomiast z biegowej strony wygląda to inaczej, bo czerwiec kojarzy się dobrymi wynikami w zawodach - chyba, że ekstremalne warunki komuś nie sprzyjają, to nie będzie wyników. Początek miesiąca był dla mnie taki, że biegałem swoje bieganie i miałem swój plan treningowy i jego się trzymałem. Biegałem po prostu dla rozrywki i to co wyjdzie na treningu - tak będzie. Zmiana nadeszła w niedzielę 07.06.2026, kiedy to biegłem na treningu 20 km i na trasie spotkałem - najpierw Karolinę - i chwilę biegliśmy razem, ale ja już nie mogłem, to gdy zrobiłem 20 km i skończyłem trening, a potemszedłem sobie bo było bardzo ciężko i już szedłem do domu. Następnie na trasie (gdzie jest przy szkole długa prosta droga między polami - spotkałem drugą koleżankę z klubu K S Sokół Zblewo - Kamilę. Pomimo zmęczenia i już dużego wysiłku - dobiłem z Kamilą jeszcze jeden km, ale wolnym tempem. Mówię, że tego dnia nadeszła zmiana, bo co prawda zapisałem się do klubu, ale nie byłem pewien, czy się sprawdzę - czy chcę biegać dla siebie indywidualnie i robić swoje, czy jednak wybrać klub i razem biegać we wtorki i czwartki w klubie? Długo biłem się z myślami - i nawet chciałem powiedzieć do Kamili, że jednak nie chcę dołączyć do klubu, ale nie chciałem robić tej przykrości Kamili, bo ją szanuję.No i przypomina mi się też moment, że był przykro jak dołączyłem wcześniej do T.G. Sokół Zblewo, a kiedyś obiecałem Kamii, że do jej klubu dołączę. No i żeby nie robić przykrości, że odchodzę, to postanowiłem, że zobaczę jak to będzie? Czy będzie mi to pasowało? Czy dam radę? Będę mieć trenera, czy uda mi się dostosować treningi od trenera? I w końcu - Czy będę mieć z tego radość? 9 czerwca wtorek był moim pierwszym treningiem w klubie. Poczułem się dobrze i pomimo buntu głowy zaryzykowałem i udało się - trening był udany. Przez następne dni jeszcze nie mogłem się do tego przyzwyczaić, ale z treningu na trening było coraz lepiej. Przełomem były zawody w Gniewie. Na prawdę tutaj się przełamałem. Pobiegłem te zawody już jako K S Sokół Zblewo i miałem inne podejście. Tutaj się zatrzymamy. Po dwóch udanych zawodach 23 maja w Zblewie na 5 km i 30 maja w Ocyplu na 10 km - trzy dni przed zawodami (przed dychą w Gniewie) - zaczęły mnie nerki boleć i wiedziałem, że zawody będą słabe - a nawet start stał pod znakiem zapytania. Jednak chcieliśmy jako drużyna mieć miejsce na podium, to musiałem zawody ukończyć. Temperatura była wysoka, ale mi to nie przeszkadzało i gdy zacząłem od czasu 5:00/km, to myślałem, że bardzo dobrze zacząłem - nic bardziej mylnego - to był najlepszy czas!!! - Bo następne były coraz gorsze!!! A najgorszy, to 9 km, gdzie czas wyniósł 6:46/km!!! Tak!!! Takich czasów na treningach nawet nie mam!!! Jeszcze na tych zawodach - z jednej strony - zadwałem sobie pytanie - Po co się zapisałem do klubu, skoro to była moja najgorsza dycha w historii biegania?! (Przypomnę, że czas to 00:58:00, średnie tempo, to 5:48/km). I tak to nic nie pomoże!!! Następny tydzień był jeszcze ciężki przez dwa treningi, ale od 25 czerwca nabierałem sił i było coraz lepiej. 27 czerwca pojechałem z kolegą Krzyśkiem na zawody do Tczewa na 5km - (bieg wieczorny, bo zaczął się o 19). Dlaczego przypominam - bieg wieczorny? Bo mam dobre wspomienia z Nocnego Biegu Świętojańskiego z Gdyni, gdzie kiedyś biegałem 10 km w czasie 40:27 (4:03/km). Tutaj przyjmę, że te 5 km, które biegłem w Zblewie z czasem 21:52 - był moim najlepszym czasem - tak i w Tczewie jak i w Gdyni - pobiłem swój czas życiowy (ze Zblewa) - wynoszący 21:46, czyli pobity o 6s. Tutaj mnie po prostu niosło. I po zawodach w Gniewie - mówiłem, że się zemszczę - i zemściłem! To tak wyglądały czerwcowe zwroty akcji. Natomiast kilometrowo w czerwcu wygląda, to tak:

              Biegowo czerwiec był mniej obfity w km niż maj. W czerwcu przebiegłem 219,38 km. Średni dystans dzienny w czerwcu wynosił 7,313 km. Natomiast średni czas w czerwcu wynosił 5:20/km.

               Podsumowując i porównując maj i czerwiec, to wygląda, to tak, że w maju miałem o 32,18 km więcej. Średni dzienny dystans w maju był większy o 0,802 km. Natomiast średni czas w maju - wynoszący 5:11/km - był lepszy niż w czerwcu o 9s.

                 Na koniec najważniejsze - łączny dystans od 1 kwietnia do 30 czerwca wynosi - 599,24 km.

                 Zobaczymy co przyniesie lipiec i jak będzie obfity w bieganie, bo napewno chcę biegać więcej tych kilometrów. Oby tak było.