niedziela, 31 maja 2026

Biegowy rachunek sumienia - maj 2026

             Kolejny miesiąc biegania przeminął jak i kolejna historia. W maju biegałem już ósemki, więc i dystansu przybyło prawie 2x więcej. Maj też zaskoczył, bo 23 maja oraz 30 maja wystartowałem w zawodach. Pierwsze w Zblewie na dystansie 5 km oraz na 10 km w Ocyplu. Obydwa zawody bardzo udane. No i wisienką na torcie była dzisiejsza bardzo udana dwudziestka na treningu. Statystycznie ten miesiąc wygląda tak:

W maju przebiegłem 251,56 km. Co ciekawe po raz kolejny nie opuściłem ani dnia biegowego pomimo zawodów, po których następnego biegałem trening. No i w maju miałem wszystkie 22 dni biegowe, razem z dwoma startami w zawodach.

Średni dystans dzienny w maju wyniósł 8,11 km.

Jeżeli chodzi o średni czas w maju, to wynosił 5:11/km.

Łączny dystans razem z kwietniem wynosi 379,86 km.

      Poniżej porównanie kwietnia i maja. Oto szczegóły:

W maju przebiegłem o 123,26 km więcej niż w kwietniu.

Średni dzienny dystans w maju był dłuższy o 3,83 km.

Średni czas w maju był gorszy o 3 sekundy.


             Podsumowując maj - był to bardzo udany miesiąc biegowy. Prawie dwukrotnie zwiększyłem dystans. No i dwa udane starty w zawodach, a na sam koniec udana dwudziestka w przepięknym stylu. Cieszę się z tego, że bieganie wychodzi na dobre. Plany na najdłuższe dni w miesiącu są takie, że będę mieć też dużo km, ale nie będzie to na pewno dwukrotnie zwiększony dystans - bynajmnie na jakiś czas. W czerwcu chcę zostawić w niedzielę jako długie wybiegania na 20 km, a nawet chcę zwiększyć do 25 km. Nie wiem, czy czasem w czerwcu nie wyjdzie mi jakiś start w zawodach nieplanowany - tak jak to miało miejsce z zawodami w Ocyplu na 10 km. Mogę się wszystkiego spodziewać. No i z trasą w czwartki muszę pokominować tak by był stały dystans. Chociaż zmieniam trasy co chwilę, więc nigdy nie będę mieć stałego dystansu. Także dużo przede mną i zobaczymy co wybiegam w czerwcu. Aż mnie nosi by dobić licznik do 300 km w miesiącu, a to by był już awans do średnio-zaawansowanego biegania i z pewnością takim dystansem w miesiącu można pomyśleć o staru w półmaratonie. Zobaczymy co będzie.

Zawody w Ocyplu - ,,perfekcyjna dycha"

            Dzisiejszego dnia (30.05.2026) odbyły się zwody w Ocyplu na 10 km. Z racji tej, że miałem powera na biegu w Zblewie na 5 km, gdzie pobiegłem rewelacyjnie, to chciałem sprawdzić jak zachowam się na dyszcze, czy będzie mnie stać na kolejny bardzo udany bieg. Po namowie kilku osób, a szczególnie Jasia postanowiłem, że pojadę na dychę do Ocypla.

              Tego dnia wstałem bardzo szybko - bo już o 06:00 rano. Przez kilka dni nie wiedziałem jak dostanę się na zawody, ale zgadałem się 3 ni przed zawodami z kolegą Krzyśkiem (dziadek) i już wiedziałem, że pojedziemy razem na zwody. Tak jak pisałem wcześniej - ,,tego dnia wstałem szybko, bo o 06:00 rano" No a jak to ja muszę z rana wypić kawę, bo lubię. Wtedy około 7:30 zjadłem 3 gotowane jajeczka kurze. Potem się spakowałem i wziąłem swoje rzeczy startowe i buty. Wtedy pojechałem rowerem do kuzynki, gdzie go zostawiłem. Poczekałem przy stadionie za dziadkiem i ruszyliśmy na zawody o godzinie 9:00 żeby na spokojnie na miejscu odebrać pakiety i sobie zrobić rozgrzewkę. Podczas jazdy Krzysiek mówił, że będzie biegł z kontuzją, bo nogę skręcił. Postanowił, że pomimo kontuzji - zapisuje się na zawody (to jest szacun i zarazem madnes, ale to pokazuje jakim twardzielem jest Krzyś pomimo 64 lat). Na miejscu spotkaliśmy dużo znajomych, z którymi porozmawialiśmy i ten czas do startu mijał w przyjaznej atmosferze. Chwilę po nas przyjechał też Mateusz Spadik i nam towarzyszył ze swoją żoną i dziećmi praktycznie do samego startu, bo Mati też startował. No i przed startem wiadomo odprawa biegowa i punkt 11:00 - padł strzał i zaczęliśmy. Od początku dla mnie to był bardzo udany start, bo zacząłem wolniej, żeby nie było za szybko na początku. Pierwszy km był bardzo dobry, a nie był za szybki i nie za wolny, dlatego miałem czas 04:35.5. W drugim nie poszedłem też za szybko, ale był to najszybszy km trasy i wynosił 04:23.2. Tutaj dogoniłem dziadka i do piątego km biegliśmy razem. Trzeci km - wspólny, tutaj mieliśmy 04:45.4. Czwarty też biegliśmy razem, a czas tego km, to 04:46.4. Pod koniec tego km tuż przed piątką widziałem, że Krzyśkowi kontuzja będzie doskwierać i szybciej nie pobiegnie, więc ja potem pobiegłem sam. No i piąty km (biegłem sam) miałem czas (najgorszy), czyl 04:50.7. Jeszcze chwilę dogonił mnie jeszcze jeden biegacz, ale przyspieszyłem i już resztę trasy biegłem sam, a szósty czas był moim przedostatnim czasem, który widziałem z pomiaru zegarka i wynosił 04:41.2. Reszty czasów do mety nie widziam, dlatego biegłem sobie takim tempem by na spokojnie dobiec do mety. Resztę tych czasów nie widziałem, ale na mecie je analizowałem i tutaj podaję: - 7 km czas 04:42.2. Ósemka o 11s szybsza od siódemki, bo czas wynosił 04:31.3. Czułem już powoli metę i powoli się do niej zbliżałem. Nie wiem gdzie był czas dziewiąty, ale wynosił 8s gorzej od ósemki i wynosił 04:39.3. Ostatni czas bez wątpienia był lepszy, bo kilkadziesiąt metrów biegłem sprintem i czas ostatni, czyli dziesiąty wynosił (na zegarku) 04:35.0. Na mecie wyłączyłem zegarek - w odpowiednim czasie i czas wynosił 00:47:03, ale dystans wynosił 10,15 km. Gdy czekaliśmy aż wszyscy dobiegną do mety, to poszliśmy do auta się przebrać na czysto i czekaliśmy na ceremonię wręczenia nagród. Chwilę jeszcze pirozmawialiśmy z innymi biegaczami i czekaliśmy aż wszyscy dobiegną na metę. Gdy już wszyscy przybievli, to było zliczanie wyników i ostateczne wyniki wyglądały tak:

Najlepsi chłopacy mieli czasy od 3 do 1 takie:

3 miejsce -   Dariusz Jarzyński - czas 40:21.62

2 miejsce -    Plutowski Patryk - czas 38:25.99

1 miejsce - Mateusz Niemczyk - czas 37:59.38

Wśród pań były takie wyniki:

3 miejsce -      Beata Dubiela - czas 46:39.83

2 miejsce -       Agata Barnaś - czas 44:40.60

1 miejsce - Kamila Grzonka - czas 42:34.79

Tak to wyglądało jeśli chodzi o zwycięzców. Powodem do radości było to, że dwaj koledzy z klubu (T.G. Sokół Zblewo) mieli miejsca na podium i pierwszy z nich w swojej kategorii m30-39 - miejsce drugie miał Mateusz Spadik z czasem 45:13.78 oraz 15 w kategorii generalnej. Drugim triumfatorem i zwycięzcą w swojej kat wiekowej m60-69 był dziadek Krzyś, który uzyskał czas 48:54.27 i był 22 w kategorii generalnej. Natomiast ja nie zająłem miejsca na podium, ale mój czas 47:06.11 uważam za bardzo dobry czas, bo byłem 19 w klasyfikacji ogólnej, a 7 w mojej kategorii wiekowej m40-49.

        Tak to wszystko wyglądało jeśli chodzi o zwycięzców. Były jeszcze poszczególne kategorie wiekowe, ale nie zamieszczałem ich tutaj, bo można je sprawdzić pod tym linkiem:

https://elektronicznezapisy.pl/event/14921/results.html#t1

             Po wręczeniu wszystkich nagród były jeszcze nagrody dla wszystkich uczestników i poszczególne nr startowe, które były wylosowane - dostali nagrody. Z naszej trójki zespołu ( Mateusz, ja i dziadek) dostaliśmy wszyscy trzech nagrody, bo wylosowali nasze numery startowe. Jeszcze były nagrody za konkurs, w którym trzeba było zgadnąc, gdzie odbędą się kolejne zawody GP Kociewia. Moja odpowiedź, że w Kwidzyniu zaliczyła się do nagrody i dostałem drugi upominek.

               Po całej ceremoni i wręczeniu nagród wszystkim, którzy mieli szczęście - poszliśmy do biura zawodów, gdzie przed startem odbieraliśmy pakiety startowe i tam poszliśmy zjeść zupę i pączki. Wtedy już z dziadkiem pojechaliśmy do domu.

                Podsumowując te zawody, to powiem, że ogólnie myślałem, że uda mi się przebiec tę dychę w czasie poniżej 44 minut. Jednak coś mnie tknęło żeby pobiec sobie spokojnie. No i tak było. Fakt, że drugi czas był najszybszy, ale nie oznacza, to, że za szybko pobegłem. Pobiegłem idealnie!! Taki start był moim marzeniem, żeby idealnie zacząć i idealnie wbiec na metę. Tego się nie spodziewałem, że tak to będzie wyglądać. Dobra!! Może czas nie jest jakiś idealny, ale za to samopoczucie wspaniałe. Nie żałuję, że tam pojechałem do Ocypla. Kilka zawodów na dychę pobiegnę i wrócę do czasów 44 minuty i poniżej. Tego sobię życzę.

sobota, 23 maja 2026

IV Bieg Uliczny - Mistrzostwa Polski Marynarzy i Żeglarzy - ,,Początek nadzieji".

              Wcześniej około dwa miesiące temu - wpadłem na plan, żeby wystartować na zawodach w Zblewie. Moje bieganie to był zaledwie miesiąc biegania. Nie byłem pewien czego się spodziewać. Nie wiedziałem na jaki czas pójdę. Jednak trenowałem swoje i nie opuściłem ani dnia treningu. Minął marzec i do kwietnia biegałem jeszcze po 4 km, w tygodniu, a ósemki tylko w niedzielę. Jednak od 1 kwietnia zacząłem biegać tak jakby statystycznie, czyli liczę każdy km i każdy czas. Minął też kwiecień i od maja zacząłem biegać ósemki. A to mi otworzyło drzwi, że w niedzielę szesnastki. A z racji tej, że w piątki mam wolne, to w czwartki około 12 km. Jednak mam trasy różne więc nigdy mi nie wyjdzie to samo. No i 16 km przebiegłem tylko raz i potem poszły dwudziestki, bo czułem, że mogę więcej. Pierwsza dwudziestka była ciężka, ale druga - zdecydowanie lepsza. Do dzisiaj nie opuściłem żadnego treningu. No i dzień zawodów wyglądał tak:


             Wczoraj przyszedłem do mamy na Zblewo na noc. Wstałem, potem wypiłem kawę, zjadłem śniadanie. Około godziny jedenastej wyszedłem w stronę gminy. Zdzwoniłem się z kuzynem Rafałem i się spotkaliśmy później na placu 700-lecia. Następnie poszedłem odebrać swój pakiet startowy i z początku chciałem biec w swojej zielonej koszulce. Jeszcze kuzynka Beata mi pakiet przypilnowała, a ja poszedłem się rozgrzewać, bo zostało kilkanaście minut do startu i znalazłem ekipę T.G Sokół Zblewo. Postanowiłem, że zapiszę się do klubu. No i też tak zrobiłem. Potem po rozgrzewce pozostało kilka minut do startu i dostałem koszulkę drużyny. Swoją dałem idąc po drodze kuzynce Beacie, a my z Rafałem poszliśmy na linię startu i pozostało około 4 minut do startu. Włączyłem sobie GPS-a wcześniej, żeby złapać dobry odczyt trasy. Gdy o dwunastej padł strzał - już nie było kalkulacji - trzeba było biec tak jak się da. Stoper włączyłem przy czasie netto, gdy przekroczyłem linię startu. Pierwszy km zacząłem bardzo szybko, ale nie widziałem pierwszego pomiaru i leciałem dalej. Trzymałem się blisko kuzyna, ale nie chciałem biegać za szybko, dlatego lekko zwolniłem i Rafał był przede mną. Jednak drugi km był też szybki i tutaj dogoniłem Rafała. Gdy dobiegłem do ulicy Kasztanowej, to tutaj miałem bardzo miłą niespodziankę - Dżoszuy dzieci (Jaś i Oliwia, oraz sąsiadka Lilka) oraz Nodik i Jerzyk - kibicowali mi. To mi dodawało skrzydeł, ale trzeci km był najsłabszy, bo wynosił 4:36/km. Tutaj był najgorszy kryzys. Czwarty był też kryzys, ale było kilka sekund szybciej i wynosił 4:29/km. Zbliżałem się do skrzyżowania  ulic - Chojnickiej, Dworcowej, Północnej oraz Głównej, a na tą Główną biegliśmy ostatnią prostą. Tutaj mi zapaliła się lampka by pobiec na żywioł - na maksa i też tak zrobiłem. Wyrywałem się by to wcześniej zrobić, ale bałem się, że polegnę, dlatego tylko jakieś 200m przed metą dałem na maksa. Niestety nie wyłączyłem zegarka i z zegarka ostatniego czasu ne miałem. Później go policzyłem. No i dobiegając do mety czułem radość i zadowolenie. Wtey wiadomo po mecie gratulowanie innym zawodnikom z drużyny i nie tylko. Wtedy szukaliśmy Beatę i wziąłem swój pakiet startowy i po chwili zjadłem dwie porcje grochówki. Następnie wypiłem kawę i po jakimś czasie było rozdanie nagród. Kilka osób z naszego teamu dostali nagrody za poszczególne miejsca. Na koniec było losowanie nr startowego. Niestety nie miałem szczęścia. Po wszystkim poszedłem do domu do mamy, ale poszedłem do Jasia i chwilę pogadaliśmy. Jak pogadaliśmy chwilę, to mnie namówił na to bym na zawody kolejne wystartował. No i też tak zrobię, bo za tydzień w okolicach, czyli w Ocyplu biegnę na dychę. 


             Podsumowując dzisiejsze zawody - z tego co biegam na treningu - uzyskałem czas, na który w zsadzie nie liczyłem, a tym bardziej się go nie spodziewałem. Ostatecznie mój czas wynosił 21:52, czyli tj 4:20/km. Jest pięknie i będzie jeszcze lepiej.

piątek, 1 maja 2026

Biegowy rachunek sumienia - Kwiecień 2026 - powrót do korzeni

                            W życiu dzieją się różne sytuacje losowe i takie, na których nie masz wpływu i są takie, które dzieją się po prostu. Są sytuacje, których żałujesz, i z których jesteś zadowolony. To wszystko dąży do jednego - do historii. To było, minęło i nie wróci. Są też takie historie, które się powtarzają - tak ja mój powrót do biegania. Skończył się miesiąc kwiecień i wraz z nim mój cały miesiąc biegania. Poniżej przedstawię to co w tym miesiącu wybiegałem.

            Kwiecień 2026 przedstawia się tak:

W kwietniu przebiegłem 128,3 km.

Średni czas na km w kwietniu wynosił 5:08/km (liczone są tylko dni biegowe).

Średni dzienny dystans wynosi 4,28 km (liczone jest tyle dni ile ma cały miesiąc).

                Kwiecień był tym miesiącem, w którym powróciłem do biegania. Licznik bije dalej i zobaczymy co przyniesie maj. W maju startuję w zawodach na 5 km i chcę sprawdzić swoją wytrzymałość. W maju będzie więcej km, bo od jutra (drugiego maja) - moim podstawowym dystansem będzie ósemka, a nie jak do końca kwietnia czwórka. Warto podkreślić, że w kwietniu biegałem wszystko regularnie i przebiegłem 22 dni biegowe. Jest na początek dobrze i będzie jeszcze lepiej.