niedziela, 19 lipca 2026

Chojnicka piątka - ,,na piątkę z minusem"

                  Dzisiejszego dnia - no dobra już jakby wczorajszego bo go piszę po północy - odbył się bieg w Chojnicach na 5 km. Przypomnę sobota 18.07.2026. Do piątku jeszcze nie wiedziałem jak pojadę na ten bieg. Jednak kolega dziadek jest jak ,,czyściciel zawodów" i po prostu już później wiedziałem, że jedziemy razem. Jeśli chodzi o mnie, to w czerwcu - miałem dość strat i z racji tej, że miałem dwa dni bieganie opuszczone przez chorobę, to na dodatek - miałem mało km. Teraz trafiło się tak, że w ten wtorek zrobiłem sobie - po poniedziałku - drugą z rzędu przerwę. No a jak są dwie przerwy z rzędu, to trzeba biegać 5x z rzędu wliczając w to zawody, dlatego biegałem wyjątkowo w piątek (dzień przed zawodami). Kilka dni przed zawodami dowiedziałem się, że są one na 17, czyli późno, a byłem przekonany, że rano. Ogółem to nie był problem, ale jakoś energia biegania ze mne spadła. Bóg THE FLAME jakby mnie opuścił i zostawił sobie mnie ,,na kolację", albo ,,wisienkę na torcie". A wracając do zawodów, to było to tak:


                       Gdy już wczesniej wiedziałem, że z dziadkiem pojadę na zawody, to się umówiliśmy, że wyjedziemy ze Zblewa o 14:00, to będąc u mamy wcześniej się zapakowałem i czekałem aż dziadek przyjedzie. Niespodzianką było, to, że jeszcze nie było 14-tej, a dziadek był u mamy. No to ubrałem buty i wyszedłem. Wyjechaliśmy o 13:50 od mamy. Ja będąc po wczorajszym treningu (w piątek jakby co) - nie czułem tych zawodów, ale czułem, że dostanę wpierdol. Po prostu czułem, że głowa chce, a nogi nie. Po drodze wiadomo żarty były, kto komu dojebie. Się śmiałem, że ja dziadkowi dojebie, a za chwilę mówiłem do dziadka, że skoro ja wygrałem w Skórczu z tobą, to dzisiaj ty mi dojebiesz, bo musi być po równo - raz ja wygrywam, raz ty. Gadaliśmy sobie i po około 50 minutach byliśmy w Chojnicach. Śmiałem się, że znam każdą ulicę tutaj, bo zdaję tutaj prawo jazdy i jak na razie bilans jest taki, że 6x nie wyjechałem z placu i 6x wyjechałem. To 13 raz musi być zdany, a czy będzie - może jo, bo muszę się najpierw zapisać. Gdy już znaleźliśmy miejsce parkingowe, to poszliśmy do biura zawodów po pakiety startowe. Poszukaliśmy naszych sokołów i zamieniliśmy sobie kilka słów z nimi. Wtedy jeszcze jeden typ co jest w naszym sokole zdenerwował mnie i dziadka, bo mówimy do niego, że też jesteśmy zielony sokół, a on ,, niebieski, zielony, a zaraz może filoetowy" - taka głupia odzywka. Wkurzył nas tym. No i jeszcze porozmawialiśmy sobie z taką fajną taką pozytywną dziewczyną Justyną, z którą tydzień temu na zawodach w skórczu rozmawialiśmy. No i trochę jeszcze poszliśmy robić rozgrzewkę i potem toaleta szybka i wtedy z dziadkiem się już nie widziałem. Dwie minuty przed startem włączyłem zegarek i sobie myślę, że już nie załapie gpsa. No i jeszcze mała wzmianka - biegałem w innych butach i nie byłem pewien jak w nich pobiegnę. No i gps o dziwo załapał w trakcie strzału, a ja miałem kilka metrów do pomiaru czasu, a początek był ciasny. No i z racji tej, że po toalecie miałem mało czasu, to ustawiłem się bardziej z tyłu. No i w końcu się zaczęło. Początek było tak ciasno, że nawet się nie przebijałem, bo nie chciałem za szybko biec, dlatego pierwszy km wynosił 4:42/km. Drugi czas był taki sam wynosząc 4:42/km. Od trzeciego przyspieszyłem i miałem czas 4:30/km. Postraszyli od czwartego km górką, ale ja na codzień na trasie trenuję po górkach i się dobrze czuję, więc czwarty km jeszcze był szybszy i wynosił 4:19/km. No i ostateczny - dzięki temu, że na stadionie przyspieszyłem - piąty km wynosił 4:18/km. Całkowity czas wyniósł 22:33. Ucieszyłem się z kolejnych zawodów i z wyniku też. Po mecie zauważyłem dziadka Krzysia i mi coś nie pasowało, bo zdziwiłem się, że był przede mną, bo ja go na starcie nigdzie nie widziałem. No i poszliśmy do samochodu się przebrać, ale ja jak zwykle roztrzepany, to zapomniałem wziąć skarpetek na przebranie i musiałem mieć ubrane te buty co w nich startowałem. Wziąłem bon na żywność, który był w pakiecie. Poszliśmy jeszcze na stadion i znowu spotkaliśmy Justynkę (te pozytywną dziewczynę), która zapraszała na śliwicką dychę. No szczerze powiem, że brzmi kusząco, bo dyszkę biec lubię. Wtedy poszedłem odebrać jedzonko - kiełbaskę z grila i porozmawiałem sobie z biegaczami. Jedna dziewczyna poznała mnie ze Skórcza i też na imię ma Justyna i też wariacyjna kobietka. No i poszedłem drugi raz po kiełbaskę, bo Krzysztof dziadek nie chciał, to wziąłem za niego. Czekając w kolejce poznałem tajemniczy - znajomy głos, który nie mógł należeć do nikogo innego jak do Zbyszka Świerczyńskiego. Co za spotkanie!!! Przypomnieliśmy zaraz sobie zawody, w których startowaliśmy. Wszystkie wizje miałem w oczach. Bardzo się ucieszyłem. To kurcze tak zleciało, bo Zbysiu ma już 78 lat i ciągle wygląda młodo. Szacun naprawdę szacun, że pomimo iż jest niewidomy, to biega. To jest piękne. No i gdy odebrałem drugą porcję, to porozmawialiśmy jeszcze z sokołami, bo byli z tyłu za Zbyszkiem i Kamila chciała mnie przekonać żebym słuchał trenera. Wiem, wiem, wiem, że ma racje, ale ja wolę biegać po swojemu i tyle. Chcę czuć radość, chcę czuć zmęcenie po długim wybieganiu i to mnie kręci. A czasy będą lepsze. Wtedy wszyscy poszliśmy na rozdanie nagród i losowanie nagród. Trochę to zajęło, bo były różne losowania. Mi udało się zdobyć karnet na siłownię w Chojnicach, ale niestety go nie wykorzystam, bo za daleko. Z naszej ekipy Kamila była trzecia na podium w swojej kategorii wiekowej i jeszcze pod koniec udało jej się wygrać los bon do sklepu biegacza o wartości 700 zł. Super dzień dla niej. Ja nie zazdroszczę, ale się cieszę - niech ma dziewczyna. Po wszystkich losowaniach pojechaliśmy do domu.


                          Podsumowując te zawody, to powiem tak - może i zrobiłem słaby wynik spowodowany piątkowym treningiem, ale za to czuję się bardzo dobrze, bo pobiegłem po raz kolejny te zawody z głową - początek wolniej - a później przyspieszyłem. Dałem podtytuł 5 z minusem, bo dzień przed zawodami się nie robi treningu dlatego 5 była o z takim minusem -. Z drugiej strony w tygodniu nie czułem, że jakiś wynik zrobię, ale źle też nie jest. Cieszy mnie to, że zawody są udane i wracam do swojego biegania. Niedziela 16,5 km już pobiegłem, ale o tym na fb.

              

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz